Nie mam czasu… Czyli wymówka wszechczasów!

Wiem, wiem, ja też nie mam cza­su. Czter­dziest­ka stuk­nę­ła, już bli­żej koń­ca niż dalej, a jesz­cze tylu rze­czy nie zro­bi­łam. Więc pobud­ka, koło­wro­tek i pędzę gdzieś, za czymś, po coś. Gdzie? Za czym? I po co? Zada­jesz sobie te pytania?

Wiesz, że w porów­na­niu z lata­mi dzie­więć­dzie­sią­ty­mi masz o 1 – 2 godzi­ny dłuż­szą dobę? A w porów­na­niu z tymi samy­mi lata­mi ilość maru­dze­nia na zbyt krót­ką dobę zwięk­szy­ła swo­ją obję­tość kil­ku­krot­nie. Nie wie­rzysz, że doba jest dłuż­sza? Jest i to znacz­nie. Daw­niej, już w erze kom­pu­te­rów, a jesz­cze przed smart­fo­na­mi, żeby spraw­dzić pocz­tę, poczy­tać co tam w świe­cie, wysłać kil­ka maili musia­łam wró­cić do domu, odpa­lić kom­pu­ter i to zaj­mo­wa­ło mi okre­ślo­ną ilość cza­su. Dzi­siaj, gdy świat i pocz­tę mogę zabrać ze sobą nawet do toa­le­ty, zała­twiam masę tema­tów w tak zwa­nym mię­dzy­cza­sie. Jadąc win­dą odpi­su­ję na maile, w tram­wa­ju albo na czer­wo­nym świe­tle spraw­dzam aktu­al­ny kurs fran­ka, pod­czas obia­du czy­tam new­sy z kra­ju i ze świa­ta, w  dro­dze z pra­cy dzwo­nię do mamy, kole­żan­ki, robię zaku­py online.

To jak to jest, że niby cza­su mam wię­cej a odczu­wam cią­gły brak?

Może:

  • za dużo chcę i wyma­gam od sie­bie, bo… wła­śnie, dlaczego?
  • taka wymów­ka jest mod­na i wygod­na, a mój mózg pod­su­nie mi każ­dą, byle było jak jest (mózg nie lubi zmian),
  • nie wypa­da w dzi­siej­szych cza­sach nie maru­dzić na brak cza­su, więc idę za gło­sem tłu­mu (tak jak­by posia­da­nie cza­su było powo­dem do wstydu),
  • nie mam poję­cia ile cza­su poże­ra­ją mi poże­ra­cze cza­su (bo nigdy nie spraw­dzi­łam ile na przy­kład dzien­nie cza­su spę­dzam bez­sen­sow­nie np. na FB),
  • zamiast odpo­czy­wać napraw­dę uda­ję, że odpo­czy­wam, bo boję się dopu­ścić sie­bie do gło­su (a nuż powiem sobie zwol­nij, a ja Ci opo­wiem co u mnie),
  • nie pamię­tam co się robi, jak się nie ma nic do robo­ty (więc na wszel­ki wypa­dek wypeł­niam czas czymkolwiek).

Ostat­nio na rucho­mych scho­dach, zna­jo­my zła­pał mnie za ramię – zatrzy­maj się, one Cię zawiozą.

Jak to jest, że nawet na rucho­mych scho­dach pędzę zamiast dać się wieźć? 

Udostępnij wpis na swoim profilu!

Agnieszka Węgiel

Nazywam się Agnieszka Węgiel i jestem psycholożką. Pasjonuje mnie wszystko to, co dzieje się na linii – mózg – umysł – żołądek – jelita, a przede wszystkim to, co powoduje, że odchudzanie coraz częściej jest mało skuteczne. A każda kolejna dieta prowadzi do nadwagi i w konsekwencji do otyłości.

Zobacz więcej wpisów

Egoizm to zło

Z wia­do­mo­ści do psy­cho­lo­ga odchu­dza­nia: „Ale ja nie chcę być ego­ist­ką. Inni powin­ni być waż­niej­si. Szcze­gól­nie rodzi­na. Zaj­mo­wa­nie się inny­mi jest poży­tecz­ne i daje satys­fak­cję, zajmowanie

Czytaj dalej »

Chcesz być na bieżąco z ofertą i terminami sprzedaży kursów?

Zapisz się do newslettera – zostaw swój e-mail.

Zapisz się na powiadomienie o terminie sprzedaży kursu!